Szkoła rysunku, Kursy rysunku

Szkoła rysunku, Kursy rysunku

Zamknij menu

Wspomnienie o J.

Wspomnienie o J.

To było wielkie szczęście mieć takiego profesora, jak Jacek Gaj. Mieliśmy je wspólnie, studenci z tych wszystkich roczników, które objął okresem swojego uczenia w Akademii Krakowskiej.

Teraz jestem już po pogrzebie, słuchałem na nim wzruszających słów Rektora Adama Bednarczyka i obecnego Dziekana Wydziału Grafiki Tomka Dańca, z którym razem spędziliśmy te cztery wspaniałe lata w pracowni na Basztowej. Zwłaszcza, kiedy słuchałem Rektora, który przecież jest związany z innym wydziałem, a mówił o swoich osobistych fascynacjach egzystencjalną sztuką Jacka Gaja, kiedy mówił o jego „Drabinach” i kontaktach z nim samym, zrozumiałem jak bardzo wspólne były doświadczenia spotkania z moim Profesorem rysunku, dla wszystkich, nie tylko nas, zafascynowanych Nim uczniaków z wydziału, ale dla całego pokolenia. Słuchałem Rektora, który opowiadał, tak jakbym sam chciał opowiedzieć o Profesorze, jako jeden z byłych studentów jego pracowni. Ale przecież każdy miał też ten skrawek indywidualnych wspomnień, który może być barwnym kamyczkiem w mozaice pamięci o Człowieku, który właśnie odszedł, ale tak bardzo zapisał się w świadomości zarówno swoich uczniów, jak i fanów swojej twórczości. Posłuchajcie zatem krótkiego wspomnienia o profesorze Gaju, który ze swoją nieodłączną fajką, z oczami patrzącymi głęboko i pojednawczym uśmiechem, mówiącym – no już Panu odpowiedziałem, niech Pan to przemyśli i zrozumie zamiast dalej pytać – był dla mnie Gandalfem, Wilhelmem z Baskerville i Johnem Keating’iem w jednym.

Rysunku uczyło mnie trzech profesorów, trzech świetnych majarów.
Profesor Waloch, z którym się pierwszym zetknąłem, był mistrzem romantycznym i intelektualnym. Wypchnął mnie na łupinie orzecha na ocean sztuki, pokazał mi Rembrandta i Bacha (którego Koncerty Brandenburskie stanowiły razem ze standardami Armstronga naprzemienne tło muzyczne lekcji rysunku w Kenarze), Michała Anioła, Moneta, Matisse’a i cały panteon mistrzów. Przyjechałem do Zakopanego mając znikomą wiedzę, przeczytaną Historię Sztuki w Zarysie Estreichera, przejrzany jeden posiadany w domu album z o sztuce – Malarstwo Polskie (XX w.), obejrzany gruntownie jeden kościół w Myślenicach, notabene piękny architektonicznie i pięknie dekorowany malarsko, zwiedzone jedno Muzeum w Sukiennicach. Cztery lata byłem jego uczniem w liceum i to był czas poznawania. Czas kiedy opowiadał mi o emocjach w doświadczeniu malarskim, o dosadności i celności gestu, materii farby, biografiach i losach artystów. Od Giotta do Czapskiego.

Profesor Gaj, który był mistrzem mądrym, pokazał mi świat Goi, Lewisa Carolla, Eliasa Canettiego i Jana Lebensteina. Sztukę zaklętą w doświadczeniach camery obscury i misternych dłubań w miedzianych matrycach. Miałem wtedy obsesję rysunku figuratywnego, nie chciałem rysować niczego poza człowiekiem, zapatrzony w Michała Anioła. Gaj pokazał mi człowieka w świetle, człowieka w kosmosie, na scenie teatru egzystencji, w anturażu przedmiotów i wnętrz, rozgrywającego historie własnego życia, w paroksyzmach erotycznych obsesji, korowodach groteskowych zabaw i zdarzeń, w tumultach zbiorowych aspiracji i zmagań, w exodusach XX wiecznych gehenn i subtelnościach intymnych, czułych dotyków. Cztery lata byłem jego studentem w Krakowie. Uczyłem się wtedy rozumieć sztukę i dokonywać pierwszych wyborów kierunku własnych poszukiwań i zainteresowań, prowadzony przez Niego delikatnie i mądrze. Tak prowadził Nas wszystkich, z każdego wydobywając to co w nim było silne i swoiste. To nie było uczenie normatywne, ale wrażliwe i bardzo spersonalizowane.

Profesor Hoffman, nie mój lecz wykradziony im dwóm. Od niego uzyskałem wyproszoną w bibliotece godzinną korektę, gdzie zachodził codziennie do swojej przyjaciółki bibliotekarki na kawkę. Siedząc w albumach, słuchałem Jego do Niej peror i w końcu odważyłem się poprosić o przejrzenie teczki. Zaczął dość obojętnie, lecz natychmiast zmienił ton na poważny, kiedy usłyszał, że uczyłem i uczę się u jego ukochanych: Arka wcześniej, a obecnie Jacka. Wyrażał się o nich z niebywałych szacunkiem kontrastującym z tym co mówił o wszystkich innych, co było pełne ostrego krytycyzmu. Cztery kwadranse byłem jego uczniem w bibliotece. Dużo z tej lekcji do dziś pamiętam. Adam Hoffman był mistrzem surowym.

Uczył Walocha i Gaja, a potem obydwaj zaprzyjaźnili się z Nim. Od niego zapewne po części wzięli tak wielki szacunek do kultury, ponieważ On konserwatywnie, bardzo cenił w ludziach wykształcenie, wiedzę, erudycję i pracowitość. Gaj kilkukrotnie wprowadził Adama Hoffmana do swoich grafik, odnajdziemy go m.in. w „Kuszeniu” z 1970, „Naradzie” z 1972, i kolejnym „Kuszeniu” także z 1972. Dwie z nich, “U Adama” (1968) i „Środa u Adama” (1969), były jemu poświęcone. Na pierwszej z nich Hoffmana widać w tłumie siedzącego przed lustrem, jednak w lustrze odbija się tylko On. To nie jest metafora egocentryzmu, a symbol klarownej wizji samego siebie, silnego światopoglądu i kręgosłupa moralnego, nie ulegającego kaprysom emocji czy relatywizmowi.

Jacek Gaj – U Adama

 

Jacek Gaj – Kuszenie III 

W czasie korekty nauczyciel moich nauczycieli dużo mówił mi o kulturze – Niech Pan nie wierzy w te bzdury o artystach naturszczykach. Artysta musi czytać, musi być intelektualistą, wie Pan znałem się dobrze z Andrzejem Wróblewskim, przyjaźniłem się z nim. On był niezwykłym erudytą, nie wyobraża Pan sobie jak wielką miał kulturę i wiedzę, był rozlegle oczytany, historię sztuki znał jak mało kto.
Nie wiem jak rozmowa zeszła na aktorów – niech Pan nie myśli źle o aktorach – powiedział – Oni tylko pozują na idiotów. Nikt kto tak długo styka się z światowej klasy dramatem, kto wciela się tak głęboko w rolę, nie może być próżny i głupi. Niech Pan dużo czyta! Było to dość zabawne, ponieważ w bibliotece na Matejki przesiadywałem wtedy sam. Nie dlatego żeby studenci wówczas nie korzystali z książek. Biblioteka na Matejki to była mała, zapomniana biblioteka na Akademii. Ta duża wypełniona studentami, z rozległą czytelnią i archiwami była na Smoleńsku. Tak więc ta zakurzona, zapomniana biblioteczka znajdująca się, na pierwszym piętrze gmachy przy Placu Matejki, na końcu lewego korytarza po prawej stronie, stała się nieco metaforyczną scenerią mojej krótkiej nauki u Adama Hoffmana, który puentując tę pamiętną dla mnie korektę, powiedział mi, że „mam słuchać Gaja, bo on jako jeden z nielicznych ludzi wie co mówi”.

Jak wcześniej wspomniałem Waloch i Gaj byli i są od siebie różni. Waloch jest romantykiem, kocha w sztuce emocje, gest, uwielbia portrety, autoportrety, szuka i znajduje trafne ich ujęcia, bardzo „złapane” w podobieństwie, w psychologii. Robi to kilkoma pospiesznymi silnymi liniami, lub pociągnięciami pędzla. Jest uczniem w równym stopniu Rembrandta, jak Raoula Dufy, Topolskiego i impresjonistów. Ekspresję przedstawień znajduje też w dynamicznych i materialnych górskich pejzażach malowanych seryjnie.

Gaj był filozofem i alchemikiem wyobraźni zarazem. Kiedyś w jakiejś luźnej rozmowie dowiedziałem się od Darka Vasiny, uwielbianego przez studentow adiunkta z naszej pracowni, że profesor jest wielkim fanem Alicji w Krainie Czarów. To wyjaśniło mi jego upodobanie do surrealizmu, do rozbijania tradycyjnej przestrzeni, przenikania się wymiarów i stanów, do luster i odbić, przeźroczystości i niematerialności. Jego grafiki to jedno wielkie przejście od materii do czystej linii lub wręcz pustki, od cielesności do zanikania i nieobecności.
Ale Jacek Gaj też był ludzki. Ludzki na wskroś, czuło się w nim wielkie osobiste doświadczenie i wynikającą z niego olbrzymią empatię. W jego twórczości, jak w w sztuce nieco starszego od niego pokolenia artystów, którzy w wieku dojrzałym doświadczyli wojny (Jacek Gaj miał roczek kiedy wojna wybuchła), obecny jest ciężar tragicznych doświadczeń XX wieku, wszystkich jego niepokojów i cierpienia, jego traumatycznej historii.

Obaj Ci Profesorowie, wiekowi, szacowni sami i otoczeni szacunkiem, emanowali pokorą, u każdego z nich jakby z innego źródła płynącą. I mądrością, jaką rzadko się spotyka.
Anegdotyczna była miłość ich obydwu do narciarstwa. Pamiętam jak Waloch zachęcał mnie do oglądania zjazdów narciarskich – oglądaj puchar w telewizji, ile to się możesz nauczyć anatomii Rudy patrząc na te sylwetki w slalomie, na to jak pracują ich ciała, ich wszystkie mięśnie, kiedy przenoszą ciężar z nogi na nogę! O miłości Jacka Gaja do nart nie trzeba pisać. Wystarczy popatrzeć na jego grafiki, pełne kijków i butów narciarskich. Tak jakby pełniąc swą powołaną rolę w Akademii, będąc mieszkańcem dużego miasta, uczestnikiem życia kulturalnego marzył jedynie o czmychnięciu na stok. Akcesoria narciarskie są w „Kuszeniach”, w „Naradzie” i wielu rysunkach.

Jacek Gaj – Kuszenie

Gaj był moim profesorem na studiach, kiedy zostałem do niego wysłany, jak do terminu przez Walocha. Sam profesor Waloch choć był tak mocno powołanym malarzem powiedział mi kiedyś – Rudy nie idź na malarstwo, idź na grafikę, bo tam się nauczysz więcej potrzebnych rzeczy! – Wiem że wiedział do kogo trafię, i po co, bo nie byłem pierwszy i niejako wepchnął mnie w objęcia Gaja. Gaj był profesorem, jak z książki. Z wyglądu i charakteru przypominający Sherlocka Holmesa – z nieodłączną fajką i czupryną siwych włosów, inteligentny, przenikliwy, wyprzedzający myślą rozmówcę, ale taktownie pozwalający mu się wygadać. Mimo, że ta uczelnia z kultem indywidualizmu, wydawała się nie być do tego stosownym miejscem, to na wydziale panowała scholastyczna hierarchia, a jego opatem i mistrzem był właśnie Gaj. Spijaliśmy wszystkie jego słowa łakomie, nieobliczalne puenty, ich celność, łagodzącą ostry krytycyzm wyrozumiałość oraz głębokie patrzenie w człowieka i rozumienie spraw ludzkich. To, które w najbardziej metafizycznej scenografii zobaczycie, w jego genialnych pracach.

To On powiedział mi kiedyś, uśmiechając się przy tym łagodnie, kiedy mu powiedziałem, że odkładam na później pewne rzeczy – w życiu nie będzie Pan miał coraz więcej czasu, tylko coraz mniej – zapamiętałem to zdanie bardzo mocno. To On mi powiedział – Niech Pan dokonuje roztropnych wyborów, aby nie wpaść w sidła intencji innych osób, żebyś się Pan nie zatracił. Proszę iść za własnym głosem. Może Pan utracić korzyści, ale proszę iść za własnym głosem. To takie proste rady, lecz On potrafił im nadać konieczną wagę. Opowiadał mi wiele rzeczy, bo miał taki sposób uczenia, że razem z modelem zaczynał pracę i nie przerywał jej do końca rysunku, robiąc bez przerwy korektę i przechodząc od sztalug do sztalug. Każdy z nas w czasie zajęć dostawał czas na solidną rozmowę. Wiele zapomniałem, uleciało gdzieś w niebyt w powodzi nowych zdarzeń i rzeczy, ale pamiętam, że to co mówił do mnie wtedy bardzo mocno na mnie wpływało i kształtowało. A ten ułamek, który udało mi się ocalić w pamięci, na całe życie we mnie zostanie. Dziś mógłbym chcieć tylko te korekty, rozmowy, z czterech lat odtworzyć sobie na jakimś nagraniu, żeby móc je teraz dopiero zrozumieć już jako człowiek dojrzały. Ale to już nie będzie nigdy możliwe, i to w większości gdzieś uleciało. Zapamiętałem najbardziej oczy, patrzące na wprost z wyrozumiałością i dyskretny uśmiech, z czającym się za kolejnym słowem finezyjnym dowcipem, który kilka lat po studiach zobaczyłem w kinie, bo tak się uśmiechał Gandalf w niezapomnianej kreacji Iana McKellena.

Myślę jednak, że z tych skrawków słów i obrazów, które pozostały w pamięci, z jego miedziorytów, zapisanych w nich metafor, magicznych rysunków, uwag rozdawanych koleżankom i kolegom studentom, z tych zabawnych komentarzy, rzucanych z życzliwym poczuciem humoru, inteligentnym, subtelnym i przenikliwym zarazem, tak bardzo świadomym spraw ludzkich, z tych publicznych wypowiedzi na obronach dyplomów mogę dziś zlepić obraz człowieka, który był wielki i bliski zarazem. Profesora, który bardzo rozumiał naszą młodość, naiwność i porywczość, nasze aspiracje marzenia i tęsknoty. I miał dla Nas tyle wyrozumiałości i życzliwości. W dniach po wiadomości o Jego śmierci, wspominając Go myślałem często jak wielkim dla mnie szczęściem było być jego studentem.

 

Jacek Gaj jako profesor ASP budził zawsze podziw studentów. Wielu z nich sięgało pod jego wpływem po mało popularną, czasochłonną i trudną technikę miedziorytu, w czasie kiedy uczył już zupełnie nieużywaną, czasochłonną, nieefektowną, Zarówno jego fascynująca twórczość, jak i jego wspaniała pedagogika fascynowała i inspirowała kolejne pokolenia młodych grafików. W niej samej odnaleźć można echa wielkiej graficzno-rysunkowej tradycji, widoczne nawiązania od Cranacha, Durera, Rembrandta, Goyi, z bliższych, Lebensteina, Hoffmana, i wielu innych.
Autor powyższego wspomnienia, Rafał Zalubowski już w pierwszej klasie PLSP w Zakopanem trafił pod skrzydła Marka Szali, ucznia Jacka Gaja z ASP, również ucznia Jacka Gaja i także autora miedziorytniczych serii ujętych w cyklu „Moja Akademia”, a potem do pracowni Arkadiusza Walocha – przyjaciela Gaja z czasów studiów.

Zalubowski w latach 1994 – 98 był studentem Jacka Gaja w jego pracowni rysunku. Inspiracje jego twórczością są widoczne w rysunkach z czasów studiów, ale także w cyklu miedziorytniczym Kosmos, realizowanym bezpośrednio po studiach. W założonej przez siebie szkole często odwołuje się do jego spuścizny. Trudno nie wspomnieć w tym kontekście wymienionego wyżej Dariusza Vasiny, obecnie profesora ASP w Krakowie, fascynującego artysty, tworzącego dziś świetność Wydziału Grafiki, a w latach 90-tych adiunkta w tej samej pracowni. Ze Szkoły Rysunki Zalubowski do pracowni Profesora trafiło kilku uczniów, wśród których szczególnie godne uwagi są prace Krzysztofa Marciniaka, ucznia którego Jacek Gaj również niezwykle cenił.

            

  

Prace autorstwa (w kolejności): Lucas Cranach, Francisco GoyaJan Lebenstein, Adam Hoffman, Marek Szala, Krzysztof Marciniak, Arkadiusz Waloch, Darek Vasina, Tomasz Daniec, Rafał Zalubowski (rysunek I – praca studencka).

 

„Architektura jest sztuką, poezją konstrukcji” – Renzo Piano

„Architektura jest sztuką, poezją konstrukcji” – Renzo Piano

„Architektura jest sztuką, poezją konstrukcji” – Renzo Piano Czyli włoski geniusz nowoczesnych technologii o duszy prawdziwego artysty Architektura to coś zdecydowanie większego niż jedynie szkło, stal czy beton. Architektura to żywa opowieść o naszej cywilizacji, odbijająca przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w fasadach oraz konstrukcjach budynków. To nieustanne poszukiwanie i piękna przygoda, do której chciałabym Was […]

„Dosłownie” musicie przeczytać

„Dosłownie” musicie przeczytać

„Dosłownie” musicie przeczytać! Polecenie książki „Dosłownie. Liternicze i typograficzne okładki polskich książek w latach 1944-2019” Janusza Górskiego – Wydawnictwa Karakter Na początek trochę osobiście – „Gdym, mając 13 lat, zdyszany wracał ze szkoły, po ulicach w lekkiej jesieni, fruwały za mną jasne anioły”. One to szeptały mi, żebym przechodząc przez myślenicki rynek zaglądał każdego dnia […]

Wspomnienie o J.

Wspomnienie o J.

Wspomnienie o J. To było wielkie szczęście mieć takiego profesora, jak Jacek Gaj. Mieliśmy je wspólnie, studenci z tych wszystkich roczników, które objął okresem swojego uczenia w Akademii Krakowskiej.

O komiksie w Polsce słów kilka

O komiksie w Polsce słów kilka

O komiksie w Polsce słów kilka Mając możliwość napisania czegoś o komiksach pomyślałem, że będę pisał do osób stojących z tym temacie w punkcie START. Mamy akurat pewną rocznicę, która dla tego punktu jest idealną reprezentacją.

KONTAKT

Godziny kontaktu z biurem:
Pon.- Pt. w godz. 11:00-18:00

Administracja:

Telefon: 502 027 408
E-mail: kontakt@zalubowski.pl

Marketing:

Telefon: 533 168 364 | 574 775 333
E-mail: marketing@zalubowski.pl 

SOCIAL MEDIA

REKOMENDACJE

Gabriela Pazdur
Niekonwencjonalne metody nauczania, indywidualne podejście do każdego ucznia oraz świetni pedagodzy. Miejsce wyjątkowe pod wieloma względami, ale przede wszystkim jest ono gwarancją szeroko pojętego rozwoju własnych umiejętności rysunkowych. Szczerze polecam!
Paulina Kędzior
Po trzech latach spędzonych w Szkole Rysunku Zalubowski z czystym sercem mogę polecić ją każdemu, amatorom i trochę bardziej zaawansowanym rysownikom, każdemu kto chce się trochę podszkolić, rozwinąć skrzydła. Rodzinna atmosfera, herbatki w przerwach między rysowaniem i indywidualne podejście to jedne z wielu plusów szkoły. Nadszedł czas żeby iść dalej, ale na pewno będę tęsknić za tym miejscem. Polecam gorąco!
Ewa Filek
To była moja wymarzona ASP. Niewiele straciłam, bardzo wiele zyskałam...
Karol Mularczyk
Jako uczeń liceum plastycznego bardzo miło wspominam 5 lat, w czasie których uczęszczałem na lekcje rysunku u Rafała Zalubowskiego. Profesjonalne podejście do nauczania wielu technik rysunkowych jak i malarskich, połączone z bardzo luźną atmosferą panującą na zajęciach. Ponadto potężna wiedza o historii sztuki przekazywana jest podczas korekt w bardzo interesujący i łatwy do zrozumienia sposób. Serdecznie polecam!
Łukasz Maciaszkiewicz
Bardzo polecam tę szkołę wszystkim wiążącym swoją przyszłość z rysunkiem lub tym, którzy po prostu lubią rysować. Luźna atmosfera zajęć i profesjonalne podejście nauczycieli sprawiają idealne warunki do czynienia szybkich postępów.
Justyna Rusinek
Ciekawe zajęcia, świetni nauczyciele, spokojna atmosfera... w sam raz dla każdego, kto pragnie kształcić swoje umiejętności w kierunku rysunku i malarstwa. Naprawdę polecam!
Piotr Marzec
Jako absolwent liceum plastycznego, ogromnie polecam ten kurs wszystkim zainteresowanym! Program nauczania szkoły to coś więcej niż nauka rysunku: to wciągnięcie ucznia w ogromną machinę zjawisk kulturowych, w którą on wskakuje z zapartym tchem: jak w wielką przygodę; jak w ekran kinowy, gdy wyświetlają Hobbita.
Zuzanna Wużyk
Super nauczyciele i sposób prowadzenia zajęć i przede wszystkim wspaniała atmosfera i ludzie, dzięki którym lekcje były samą przyjemnością, nawet w dni w których mało co wychodziło. Serdecznie polecam wszystkim, którzy chcą rozwinąć swoje umiejętności rysunkowe, czy to przed egzaminami na studia czy zwyczajnie dla przyjemności.

Copyright © 2017 Zalubowski | created by YOHO

w górę